Na rynku zajęć edukacyjnych jest prawdziwe zatrzęsienie zajęć informatycznych – programowanie, kodowanie, budowanie robotów, tworzenie gier, matematyka w Minecrafcie i takie różne. Sprzedawane są one nam – rodzicom – za pomocą różnych haseł na przykład: dobry zawód przyszłości, wyprzedzi innych na rynku pracy, kompetencje przyszłości, wykorzystaj AI albo – moje ulubione – spraw aby siedzenie dziecka przed ekranem było mądrzejsze.
I oczywiście – to wszystko są dobre intencji, ale zanim wpadniemy w przesadny technooptymizm polecam Wam się zatrzymać i powiedzieć “SPRAWDZAM” bo edukacja dzieci wymaga wysokich standardów, szczególnie w kwestii higieny cyfrowej w dzisiejszych czasach. Dlatego poniżej znajdziesz moje notatki z obserwacji pewnych zajęć, którym sama niedawno się przyglądałam szukając dla moich dzieci. Znajdziesz tu wnioski – jak bym chciała by wyglądała odpowiedzialna, nowoczesna edukacja cyfrowa moich dzieci.
Poznaj, kto będzie uczył Twoje dzieci
Spośród wielu talentów i zajęć, które wykonywałam w życiu, przed epoką bycia edukatorką z rodzicielstwa cyfrowego – uczyłam dzieci tańczyć. Poświęciłam na to wiele lat – najpierw swojej praktyki, a potem kilka lat nauki m.in. z metodyki i to dzięki temu poznałam najważniejsza zasadę nauczania: “to, że umiesz tańczysz, nie znaczy, że będziesz umiała uczyć tańczyć”.
Zatem w kontekście informatycznych zajęć dla dzieci warto przyjrzeć się nauczycielom – to że umieją programować itp to nie zawsze znaczy że umieją tego uczyć. Dlatego ważne jest, żeby prowadzący mieli przygotowanie metodyczne, pedagogiczne lub chociaż jakieś doświadczenie w tym zakresie. Często prowadzący to studenci kierunków informatycznych, ale jeśli mają oni uczyć dzieci to przynajmniej jakieś minimalne przygotowanie by się przydało – zwłaszcza że edukacja się zmienia.
Poza tym – znam to ze swojego przykładu – dzieci przejmują od swoich nauczycieli sposób wysławiania się, podejścia do życia, do spraw wszelakich – słyszałam to nieraz od rodziców moich wychowanków. Ta moc jest bardzo szczególna, dlatego warto poznać nauczyciela – po samym jego sposobie bycie, mówienia, przywitania się – poczujesz czy będzie dobrze. A jeśli dodatkowo ma “papiery” pedagogiczne to miodzio…
Ja nie chcę rozmawiać z menadżerem kursu ani dyrektorem placówki – ja chcę, choć móc się przywitać z tym pasjonatem informatyki, który spędzi czas z moim dzieckiem!
Bezpieczeństwo dzieci
Jak mówimy o internecie to często drugim hasłem, które rodzicom przychodzi do głowy to bezpieczeństwo. Zgodnie z aktualnymi przepisami – placówki pracujące z dziećmi mają obowiązek wdrożenia Standardów Ochrony Małoletnich – SOM, a taka placówka powinna mieć tam zapisy o sposobie zapewnienia bezpiecznego internetu, procedurach reagowania, gdy dojdzie do jakichś przemocowych działań, a także gruntownego weryfikowania pracowników, którzy z tymi dziećmi będą pracować (zatem wracamy do punktu pierwszego).
Czy ucząc się programów graficznych ktoś wymyśli zrobienie mema ze zdjęciem kolegi? Prawdopodobne. Prowadzący powinien wiedzieć, jak zareagować.
Jestem w stanie sobie wyobrazić, że w takich miejscach sięga się po narzędzia dedykowane dorosłym. Np moje dzieci nie korzystają w domu samodzielnie z AI bo wg regulaminów jest to narzędzie dostepne od 16 roku życia. Wiele narzędzi tego typu ograniczenie wiekowe wprowadza – zatem czy korzystanie przez dziecko w tej sytuacji jest ok?
W asyście prowadzącego zajęcia? Tak
Podczas robienia pracy domowej bez rodzica, który zna narzędzie? Niekoniecznie
A podczas robienia pracy konkursowej? Robi się trudniej – zależy czy korzystanie z takich narzędzi jest dopuszczone w regulaminie..
Często placówki tego w ogóle nie sprawdzają co martwi – nie znamy ograniczeń aplikacji zatrzymując się na tym, że limity wiekowe dotyczą mediów społecznościowych i ile to dzieci jest w nich wbrew regułom, a sami to ignorujemy (polecam w tym temacie raport “Internet dzieci”).
Niektóre programy umożliwiają taką pracę, gdzie panelem zarządza nauczyciel a dzieci są gośćmi do współtworzenia, jest integracja z systemami zarządzania nauczaniem i udostępnianie zadań domowych. Tyle że w nowoczesnych placówkach informatycznych często pracuje się na innowacyjnych narzędziach, które tego nie mają – wtedy tym bardziej ważny jest nadzór prowadzących i określenie jego reguł korzystania, które powinny się pojawić w Standardach Ochrony Małoletnich placówki.
Ta, którą odwiedziłam nie miała Standardów Ochrony Małoletnich – ani w placówce ani na stronie, szukałam wnikliwie.
To, co jest pewne – entuzjazm dziecka
Na razie w każdej sytuacji, gdy dziecko mogło siąść przed komputerem i zrobić coś nowego, atrakcyjnego – zaprogramować coś, co jest ładne, da mu sprawczość, co zawsze chciało spróbować, bo o tym słyszało, a tutaj miało, możliwość jest zadowolone i szczęśliwe.
To wystąpi prawie zawsze i będzie namawiać, że tak, że zapisz, że będę chodził. Jeśli dziecku się podobało to dobry znak, ale prrrr…. wstrzymaj się chwilę…
Czasem trzeba dzieci motywować do nauki. Przy komputerach – częściej pilnować, żeby “nie siedziały za długo” czy zatem potrzebny jest tutaj jeszcze system nagród rzeczowych – dronów i gadżetów – za osiągnięcia, żeby mobilizować dzieci do pracowania nad swoimi projektami jeszcze więcej? Bez żadnego ograniczenia z góry?
No właśnie – przecież dzieci trzeba właśnie uczyć tego, że trzeba umieć kończyć, robić przerwy dla zdrowia czy dla innych obowiązków. I tu wjeżdża cała na biało
Higiena cyfrowa zajęć informatycznych
W szkole na informatyce sprawa jest prosta – 45 minut i jacha… na przerwę bo Pani zamyka salę. A jak jest w przypadku zajęć komercyjnych?
To zwykle bloki po 90 minut, często bez przerw, bo one się nie opłacają (trzeba płacić instruktorowi za ten czas, bez przerw efektywniej można upchnąć więcej zajęć w lokalu w ciągu dnia).
Aby praca dziecka przy komputerze była zdrowsza:
- nie powinno ono siedzieć zbyt długo jednorazowo (20-30 minut) przy ekranie
- stanowiska powinny być przystosowane do wzrostu uczestników (regulowane krzesła, blaty, wysokość położenia ekranu)
- przerwy dla wzroku, czyli zasada 20-20-20 – co 20 minut na 20 sekund patrzymy w dal (na 20 stóp/6 metrów mrugając)
Jak to można by wdrożyć w przestrzeni edukacyjnej takiego programistycznego raju dla dzieci? Wrzucam kilka propozycji – żadnej jeszcze nie widziałam w naturze, ale przecież o zmianę chodzi – macie gotowca 😎
Proponowane wdrożenia higieny cyfrowej na zajęciach informatycznych:
- plakacik w korytarzu typu “pamiętaj o swoich ulubionych aktywnościach fizycznych”
- zawołanie – przerwa – wstajemy, krążymy ramionami, patrzymy za okno.. to ważne dla Waszego zdrowia,
- zawołanie – a teraz wstajemy i idziemy do biurek kolegów, patrzymy na prace innych uczestników.
- postawa prowadzącego wobec tych prozdrowotnych wyczynów – czy on także w nich uczestniczy – niestety na nim zobaczymy często stereotypowego informatyka z zaokrąglonymi plecami, czyli znów patrz. pkt 1, choć żeby oddać sprawiedliwość – słyszalam, że e-sportowcy bardzo dbają o swoją kondycję fizyczną i zdrowie – ale jeszcze nie spotkałam w naturze 😅
- wykaz dobrych praktyk z zakresu higieny cyfrowej na sali, korytarzu (plakaty, infografiki)
Proste BHP, czyli bezpieczeństwo i higiena pracy
W swojej etatowej pracy musiałam przechodzić szkolenie – wiedziałam na jakiej wysokości powinien być ekran i dobrze jest umieć pisać bezwzrokowo, żeby zadbać o swoją szyję. A na zajęciach dla dzieci – czego warto szukać lub co wprowadzić?
- dostosowane, regulowane stanowiska komputerowe
- nauczyciel na pierwszych zajęciach uczy dziecko jak dostosować swoje stanowisko pracy (np. jak ustawić krzesło, jak prawidłowo powinni siedzieć, jak ustawiać łokcie czy poziom wzroku)
- zagęszczenie – stanowiska powinny dawać możliwość swobodnego wstawania i przemieszczania się dzieci; jeśli biureczka są tak upchane po dwie osoby a ja siedzę przy ścianie to muszę przeprosić kolegę, żeby wstać i wyjść – tak nie powinno być. Zwłaszcza gdy chcemy wprowadzać przerwy od siedzenia i stwarzać dzieciom możliwość spontanicznej aktywności fizycznej tak ważnej w higienie cyfrowej.
- temperatura – przepisy polskie nie wprowadzają norm górnych temperatur dla zajęć edukacyjnych dzieci, ale jeśli wiosną w sali jest 28 stopni to chyba znaczy, że prowadzący nie ma elementarnego dbania o komfort uczniów. Tak, na własne oczy widziałam wskazania termometru!
Co za to znalazłam w szkole, w której szukałam zajęć dla dzieci? Zdjęcia największych technologicznych bossów z wykazem ile to oni zarobili. Dla mnie to toksyczna produktywność wraz z pytaniem skierowanym do dzieci “Chcielibyście zarabiać tyle co oni?”
A skoro o tuzach świata technologii mowa – nie było na tych zdjęciach żadnej kobiety! Mimo że takie istnieją..
Programowanie dla chłopców i dziewczyn! Czy aby na pewno?
Jako kobieta i mama córek wiem, jakie to ważne, by czuć się dobre w miejscu rozwijania pasji. Jeśli czasem zdarzyło Ci się wymyślić, że idziesz na siłownię w porze, gdy maszyny są zdominowane przez facetów to pewnie wiesz co mam na myśli.
Pokazywanie przykładu informatyczki to byłby sposób, żeby mnie przekonać. Wskazanie wśród osób, które osiągnęły sukces kobiety… Prowadząca zajęcia kobieta… Tak, to byłby mocny argument.
Niestety – kobiety w tego typu placówkach często pełnią stanowiska pomocnicze – wykonują telefony do rodziców, organizują, załatwiają marketing i tak też miałam okazję obserwować to ostatnio.
To ciekawe, że edukacja ogólna zdominowana jest przez kobiety-nauczycielki, ale informatyczna i komercyjna chyba rzadko… daje do myślenia?
Jestem także po lekturze książki “Niewidzialne kobiety. Jak dane tworzą świat skrojony pod mężczyzn””, która opowiada jak bardzo technologie są skonstruowana pod kątem mężczyzn (np. reakcje na sprzęt do VR są różne dla kobiet i mężczyzn) – nie chcę by to się pogłębiało podczas takich zajęć.
Przyjrzycie się grafikom reklamującym takie zajęcia – zauważyłyście że chłopiec zwykle kieruje dronem lub robotem a dziewczynki?
Ja zauważyłam je z aparatem fotograficznym. Czy to znaczy, że dziewczynki tylko robią focie i selfie? Nie!
Wysyłając córkę na tego typu zajęcia chcę wychować informatyczkę, która poczuje, że może sterować, kododać cokolwiek jej się zamarzy – nawet jeśli to mają być różowe jednorożce skaczące na puchatych cukrowych watach!
Dodajmy do tego widoczną otwartość na wszelką neuroróżnorodność (np. obecność słuchawek wygłuszających to dla mnie zawsze znak takiej postawy) lub określenie tego w ofercie.
Oceną pracy nauczyciela są sukcesy jego wychowanków
Jeśli nauczyciel opowiada ile to on ma dyplomów, albo szkoła opowiada o swoich sukcesach biznesowych to coś jest nie halo. To dla dziecka szukam dobrego nauczyciela, a niekoniecznie kogoś kto robi prowadzi duży biznes … Jeśli tych dyplomów organizatorów jest za dużo to uważaj… szukaj dyplomów za udział w konkursach, inicjatywach, zdjęć lub samych prac wykonanych przez wychowanków – to da namacalne kierunki, w których Twoje dziecko podąży zostając w niej dłużej.
Często marketing takich miejsc opiera się o mnogość uczonych narzędzi, czy konieczność znalezienia się na nowoczesnym rynku pracy. Zwróć na to uwagę – czy tego potrzebujesz dla dziecka? Pewności zatrudnienia? Czy nauczeniu się narzędzia, które za 5 lat zniknie… Na pewno przyda się umiejętność rozwiązywania matematyczno-logicznych problemów, myślenie kreatywne, współpraca, współpracy, szukania rozwiązań, uczenia się na błędach.
Nie zawsze większy jest lepszy
Szkoły informatyczne z zajęciami dla dzieci to często duże organizacje sieciowe, warto poszukać alternatywy – może w szkole jest kółko informatyczne, a może pobliski Dom Kultury czy biblioteka organizuje tego typu zajęcia? Zachęcam, bo sama znalazłam w takich miejscach ludzi z pasją, z przygotowaniem do pracy z dziećmi, z atmosferą kultury i wspierania talentu. Sama jestem wychowanką Domu Kultury i wiem, że to miejsce niezwykle mnie ukształtowało.
Może nowoczesne szkoły uczą więcej tu i teraz, ale relacje z ludźmi zostają zakotwiczają sposób myślenia i działania na dłużej.
Jestem żoną informatyka i mogę obserwować grono ludzi zajmujących się IT – oni nie uczą się narzędzi – te zwykle są wtórne… lubią wyzwania, kminienie tematów, dyskutowanie o optymalizacjach… takiego towarzystwa dla dziecka szukaj. Jeśli właśnie ktoś taki prowadzi szkołę – świetnie, to dobry znak
Na zakończenie poradnika:
Czy zatem masz nie zapisywać dziecka, bo nie znalazłaś idealnej placówki? Spokojnie – zapisuj, pewnie będzie fajnie.
Jako rodzic-klient – wymagaj, zwracaj uwagę na wymienione przeze mnie tematy, zadaj pytanie o te punkty organizatorom czy prowadzącym.
To da Ci dobre rozeznanie w tym, czym kieruje się ta konkretna szkoła czy prowadzący, a potem? Zaufaj rodzicielskiej intuicji 😉